Rekordowe wygrane w kasynach

Witajcie na moim blogu. O czym będę pisał? O moich starciach z kasynem. Walka – jak pewnie dobrze wiecie – jest nierówna i zawsze to przeciwnik ma przewagę, ale przy obraniu dobrej taktyki mam nadzieję wyjść na swoje. Zachęcam, byście też dzielili się ze mną swoimi przemyśleniami na temat najbardziej zyskownych systemów gry. najlepiej Kasyno to oczywiście cały wachlarz gier, ale wszystkie łączy jedno – pokusa. Dwa lata temu spędziłem 10 dni w Las Vegas i dopiero tam zrozumiałem, że nie ma niczego wstydliwego w szukaniu szczęścia przy ruletce i przy automatach. W Polsce robi się z tego niemal zbrodnię, co jest całkowicie bez sensu.

Czytałem ostatnio historię o najwyższych wygranych w historii kasyn. Wiedzieliście, że jednym z rekordzistów jest Elmer Sherwin, który w wieku 92 lat trafił jack-pota w wysokości 21 milionów dolarów? Facet musiał być w czepku urodzony, bo 16 lat wcześniej wygrał około 5 milionów dolarów na dokładnie tej samej maszynie w Las Vegas (niewykluczone, że te pięć milionów dolarów było wówczas warte więcej niż teraz 21 – tzn. wyższa była wartość nabywcza). Oj, wesołe zrobiło się życie tego staruszka. Tutaj możecie zobaczyć film na temat Sherwina:

Natomiast największym zwycięzcą pozostaje 25-letni chłopak, który w 2003 roku wygrał 40 milionów dolarów. Co ciekawe, przyjechał do Las Vegas na mecz koszykówki i po prostu… przystanął przy automacie dosłownie na chwilę. To przystanięcie zagwarantowało mu… pensję w wysokości 1,5 miliona dolarów, wypłacaną co roku przez kolejne 25 lat przez kasyno Excalibur. Swoją drogą, pokazuje to, że niezbadane są wyroki boskie. Najwyraźniej są tacy, którzy szczęścia nie muszą szukać, bo znajdzie ich samo. Inni – większość – choćby nie wiadomo jak się mieli wysilać, zawsze będą po tej gorszej stronie barykady. Teraz pozostaje nam ustalenie, gdzie jest miejsce dla nas:)

Ciekaw jestem, czy wyobrażaliście sobie kiedyś gigantyczną wygraną i zastanawialiście się, co można zrobić z taką forsą. Jestem pewny, że tak. Wyobrażałem sobie nawet, że wygrywam w samym Vegas, co sprawia, że wydarzenia toczą się następująco:

  • Jeszcze z Las Vegas dzwonie do Polski i mówię, że na razie nie wracam i że w firmie mogą się mnie w najbliższych tygodniach/miesiącach nie spodziewać.

  • Kupuję fajny samochód, np. Cadillaca Escalade i spokojnie przemierzam Stany. Już nie gram – swoje wygrałem. Zwiedzam, kupuje, robię mały “biznes plan” (czyli raczej listę wydatków)
  • Po przejechaniu całych Stanów, czyli po dojechaniu do Nowego Jorku, sprzedaję Cadillaca, kupuję bilet na biznes-klasę i wracam do Polski.
  • Oczywiste wydatki: dom pod Warszawą, apartament w centrum, dom nad morzem lub na Mazurach, dom w fajnym, ciepłym kraju (Włochy, Hiszpania).
  • Plan zwiedzania świata – tak ze trzy miesiące na obejrzenie wszystkiego (życie jest krótkie, prawda?)
  • Może to głupio zabrzmi, ale… sporo bym rozdał – rodzinie, znajomym, których lubię itd. Na przykład spłaciłbym im kredyty mieszkaniowe, niech odetchną.
  • No i musiałbym się zastanowić nad jakimś rozsądnym interesem, żeby źródełko nie wysychało.

Oczywiście zakładam wygraną w wysokości około 40 milionów dolarów:) No dobra, zaglądam na PartyCasino.com (tam gram najczęściej) i widzę, że aktualnie jackpot wynosi nieco ponad 4 miliony dolarów. Też bym nie pogardził! Tylko może znajomi nie mieliby spłaconych kredytów:)